drukuj
2009-11-13

Trucizna z wózka.

14 WÓZKÓW W TEŚCIE: Dziś wózek to nie lada wydatek – może kosztować kilka tysięcy złotych. Mimo to żaden z wózków przebadanych w naszym teście nie zasłużył na ocenę dobrą. Każdy zawiera trujące substancje chemiczne. 10 spośród 14 wózków z testu eksperci ocenili wręcz niedostatecznie.

Kiedy 160 lat temu powstawały pierwsze wózki dla dzieci, były prostym środkiem transportu do przewożenia niemowląt. Dziś wózek to skomplikowany sprzęt, w którym wykorzystuje się najnowsze technologie. Ba, wózek urósł wręcz do symbolu statusu społecznego. Wiklinowe kosze na kółkach, jakimi były pierwsze wózki, przeistoczyły się w designerskie pojazdy o wiele mówiących nazwach, jak: „Chicago air” czy „Design Turbo”.



 
Wydać na nowoczesny wózek ponad 2000 zł to nie sztuka. Ale cóż będzie wart taki zakup, skoro okaże się, że stwarza ryzyko dla naszego dziecka? W teście 14 wózków dla dzieci, który przedstawiamy, żaden z modeli nie okazał się wolny od szkodliwych związków chemicznych.

Tylko trzy na trójkę

Żaden z przetestowanych wózków nie zasłużył na ocenę dobrą. Tylko trzy okazały się dostateczne (patrz: tabela na www.Pro-Test.pl). W materiałach, z których wykonano 10 wózków z naszego testu, laboratorium wykryło tyle szkodliwych związków chemicznych, że eksperci musieli przyznać tym modelom najniższą z możliwych ocen – niedostateczną.

I znów chodzi o tych samych podejrzanych, co w naszym poprzednim teście z nr 10/2006 (Test wózków spacerowych: http://www.pro-test.pl/), tkwiących w uchwytach, szelkach, obiciach i daszkach przeciwdeszczowych – o szkodliwe substancje takie, jak: policykliczne węglowodory aromatyczne (w skrócie: PAK) i ftalany (inaczej zmiękczacze). Te związki chemiczne, mogące powodować raka i uszkadzać system rozrodczy, wykrywane są również w wielu innych produktach – co gorsza, także w tych przeznaczonych specjalnie dla dzieci, takich jak chociażby wysokie krzesła dla maluchów czy kredki.

Jeszcze więcej trucizn

Tym razem laboratorium wykryło w wózkach nie tylko dwie wymienione wyżej trucizny. W testowanych modelach znajdowały się także: chloroparafina, środki chroniące przed ogniem, związki organiczne cyny i związki fenolowe oraz formaldehyd (patrz ramka „Chemiczny koktajl” na www.Pro-Test.pl). Wynik aktualnego testu jest jeszcze gorszy od tego sprzed trzech lat – wtedy na 15 spacerówek pięć oceniono co najmniej dobrze w badaniu na zawartość szkodliwych substancji.

Z technicznego punktu widzenia żaden trujący związek chemiczny nie jest niezbędny do wyprodukowania wózka dla dzieci. Świadczy o tym jedno: żadna z substancji nie została wykryta w wózkach w takiej samej ilości. Niestety, najwidoczniej ani szokujące wyniki testu spacerówek z 2006 r., ani krytyka ze strony mediów i konsumentów, jaka nastąpiła po tym, jak go opublikowaliśmy, nie wystarczyły, aby producenci zaczęli oferować nam bezpieczne wózki.

Czyżby producenci wciąż nie byli świadomi, co tak naprawdę tkwi w ich wyrobach? Czy niedostatecznie kontrolują swoich dostawców, którzy często znajdują się w krajach Dalekiego Wschodu? Rodzice, co nie dziwi, są szczególnie wyczuleni na to, aby produkty, z którymi styczność mają ich pociechy, były w pełni bezpieczne. Co prawda bezpośredniego zagrożenia ze strony związków chemicznych zawartych w wózkach nie ma, ale kontakt z nimi przez dłuższy czas stwarza zagrożenie zdrowotne. Producenci powinni zadbać o swoich klientów, w szczególności tych najmłodszych.
 
Wózek dla lalki bezpieczniejszy

W kwestii zawartości szkodliwych substancji w wózkach konsumenci mogą liczyć tylko na dobrą wolę producentów, nie na prawo. Dlaczego? Zgodnie z obowiązującym prawem producenci wózków muszą stosować się tylko do uregulowań dotyczących zawartości w ich wyrobach niektórych metali ciężkich. Nie muszą natomiast uwzględniać surowych przepisów dotyczących zabawek, które określają limity zawartości na przykład niektórych ftalanów. Mamy tu do czynienia z paradoksem: W świetle obowiązującego prawa wózek dla lalki nie może zawierać pewnych trucizn, podczas gdy wózek, w którym siedzi dziecko – może.

W naszym teście badacze uznali jednak, że dzieci mają taki sam kontakt z wózkiem co ze swoimi zabawkami. Przecież biorą do rączki i do buzi elementy wózka, takie jak: obicia, uchwyty czy daszki. Również rodzice mają ciągły kontakt z uchwytami wózków. Z uwagi jednak na fakt, że producenci przetestowanych wózków nie łamią prawa i mogą wypuszczać na rynek wyroby z zawartością szkodliwych substancji, rodzice nie mają możliwości oddania lub wymiany już zakupionego towaru. Mogą co najwyżej liczyć na dobrą wolę sprzedawców lub producentów – być może zechcą wymienić wózek lub choćby jego zanieczyszczone elementy.

Trzylatek? Za duży

Trujące związki chemiczne to niestety nie jedyna wada testowanych wózków. Wielu producentom nie udaje się skonstruować takiego wózka, aby dziecku było w nim wygodnie – za badanie sprawdzające budowę wózka żaden z modeli nie otrzymał noty dobrej, nie mówiąc już o bardzo dobrej. W tak wielofunkcyjnych wózkach, jak te z naszego testu, dziecko powinno mieścić się przez około trzy lata: sześć miesięcy w pozycji leżącej w wózku głębokim, a później siedząc, w wózku przekształconym w spacerówkę, której oparcie można położyć tak, aby maluch mógł również spać.

10 wózków z testu nadaje się tylko dla dzieci ważących do 15 kg. Tymczasem już dwulatek może osiągnąć taką wagę. W wielu przypadkach siedzenia wózków są bardzo wąskie, a oparcia za niskie. Nawet dla niedużego trzyletniego malucha nadają się tylko cztery modele marek: Brio, Bugaboo, Emmaljunga i I’coo. To wniosek z badania z wykorzystaniem specjalnego dziecięcego manekina, stworzonego przez antropologów specjalnie do przeprowadzania testów.

Za ciasno

Za krótkie lub zbyt wąskie nosidełko lub przenośna gondola – to kolejny często powtarzający się problem – są za ciasne dla malucha. Z kolei podnóżki są dla siedzącego dziecka półrocznego często zbyt oddalone, a samo siedzisko – za głębokie. Jeżeli twój maluch nie sięga nogami do podnóżka, możesz włożyć mu za plecy specjalną podpórkę zmniejszającą głębokość siedziska. Wśród wózków z naszego testu, taką podpórkę jako dodatkowe wyposażenie, oferują producenci Quinny, Emmaljunga i Teutonia. Zwykła poduszka też może okazać się dobrym rozwiązaniem, o ile będzie się dało zapiąć szelki bezpieczeństwa.

Gdy pada do środka

Kiedy na dworze brzydka pogoda, jazda w niektórych wózkach może być bardzo nieprzyjemna dla dzieci. W jednym z wózków zabrakło ochrony przeciwdeszczowej, a przez otwór wentylacyjny daszka w innym wózku deszcz pada wprost na malucha. A co gdy wieje? Silny wiatr to wyzwanie dla dziecka podróżującego testowanym przez nas modelem wózka Quinny: to jedyny model, w którym twarz siedzącego malucha skierowana jest w kierunku jazdy. W pozostałych modelach można albo zamontować siedzenie odwrotnie, albo przekręcić uchwyt do pchania, albo też obie opcje są możliwe.

Kultowy nie bez wad

Na czoło tabeli wysunął się drogi wózek o ciekawym wyglądzie. Ta marka urosła, przede wszystkim w dużych miastach, do rangi kultowej. Jednak w testowanym przez nas modelu nie do końca udana jest przekładana rączka. Dzięki niej można tak ustawić wózek, aby go ciągnąć, jak taczkę. Wystarczy złożyć małe kółka. To bardzo wygodne, w szczególności na plaży. Minusem okazał się jednak wielofunkcyjny przegub w rączce. W teście wytrzymałościowym po prostu pękł.

Również hamulec ręczny nie jest idealny: Jeżeli przy luzowaniu hamulca nie przytrzymamy dźwigni, może ona odskoczyć z powrotem i uderzyć w rękę. Podobny problem mogą mieć właściciele innego wózka z testu. Na tym nie koniec pułapek w testowanych wózkach. Zaboleć może składanie i rozkładanie niektórych modeli. I – uwaga – podczas przesuwania daszków można przyciąć palce dziecka.

Ciężkie i mało zwrotne?

Często nosisz lub przewozisz wózek? W takim razie zwróć szczególną uwagę na jego wagę. Podczas kupowania wózka przyjrzyj się także jego kołom. To, jaki rodzaj kółek będzie najlepszy dla ciebie, zależy od nawierzchni, po której najczęściej będziesz pchać wózek. Na wyboistych drogach, na przykład w lesie lub na bruku, najlepiej sprawdzą się cztery duże koła. Małe, zwrotne kółka przydadzą się z kolei w mieście.

Zastanawiasz się nad wyborem wózka trzykołowego? Takie modele wyglądają co prawda na pojazdy sportowe, ale do joggingu czy jazdy na rolkach raczej się nie nadadzą. Jedno kółko z przodu ma też swoje wady: może wykrzywić się na krawężniku i przewrócić wózek. Na czterech kołach wywrotka raczej nam nie grozi.
 
Wyniki testu na: www.Pro-Test.pl